Nieco stępione rosomacze pazury

Data:
Ocena recenzenta: 5/10

Z filmami takimi jak ten zawszę są problemy. Raz, że zrobione na podstawie komiksów, co od razu narzuca pewną konwencję i uproszczenia. Dwa, że mierzą się z jakąś legendą, a łatwe to nie jest.

Niemniej jednak...

Wydaje mi się, że połączenie komiksowego dystansu do rzeczywistości i mrugania strzelającym laserem okiem do widza z filmem lepiej wyszło we wszystkich poprzednich trzech częściach X-Men.

Co jest wg mnie nie tak?

Primo: Wolverine ze skurczybyka znanego z wcześniejszych części zmienił się w coś dość dziwnego. Dzikość nie powala, charyzmy jakoś brak, jakieś tępe te pazury z adamantium. Prosi się o użycie słowa "nijaki", ale aż tak dramatycznie na szczęście nie jest.

Secundo: Liev Schreiber ukradł Jackmanowi film. Serio. Był draniem i nikt w to nie wątpił, kupiłem to bez mrugnięcia okiem. Rozumiem, że Wolverine miał być "tym dobrym", ale stracił na tym bardzo wiele. Oczywiście jest to zarówno minus jak i plus, bo w rolę wszedł świetnie, niemniej jednak film nie ma tytułu "Sabretooth". Priorytety panowie, priorytety.

Tertio: dialogi. Błagam - patos lał się strumieniami z co poniektórych scen, aż ciężko było wytrzymać. Jakoś nawet w poprzednich X-Menach było to zrobione z większą finezją.

Quattro: aż dziwne, że w epoce graficznych cudów rodem z renderujących farm 3D niektóre sceny mogły wyjść tak sztucznie (scena z eksplodującym śmigłowcem w tle Jackmana i kilka innych).

No ale z kolei na plus:

- pod koniec robi się dość ciekawie, zwłaszcza podczas wyłapywania smaczków dla znających choć trochę historię z komiksu

- zdjęcia (oprócz wymienionych wyżej kilku wpadek z efektami) świetne, lokacje dobrane momentami niesamowicie na dużym ekranie robią wrażenie

- jako film akcji sprawdza się w 100%

Tylko, że tak chciało się, żeby te pazury były nieco ostrzejsze ;)

Finalnie: trochę niedosyt, ale daje się oglądać.

Zwiastun:

Już była premiera, czy tekst napisany został na podstawie osławionego workprintu?

Nie wiem czy dobrze rozumiem pytanie, ale tak: premiera była bodajże w okolicach weekendu 2 tygodnie temu. Ja akurat film widziałem w łódzkiej Manufakturze 9-go.

Chodzi z grubsza o to, że do neta wyciekła wersja "beta" filmu. Miała ona słabsze efekty specjalne i parę innych niedoróbek.

Jak uczy przykład "Mgły", nie musi to być wcale wersja z netu, żeby była pocięta i niestrawna. Niemniej jednak film widziałem jak najbardziej legalnie i w (chyba) oficjalnej wersji ;)

E. To sie zapoznilem.

Dodaj komentarz